Kraków - Oświęcim - Kraków (wariant czarny)

162 km, (ale tylko) 1000m przewyższenia zrobione w Poniedziałek Wielkanocny. Miała być krótka, świąteczna przejażdżka, ale znowu nie wyszło i trochę na spontanie wróciliśmy do realizacji naszego planu "Polskie Miasta - powroty". Acz tym razem był to także wyjazd do, a nie tylko powrót. Jak do tego wszystkiego doszło? Zapraszam na krótką relację z naszej kolejnej poniewierki.

Na naszej liście "czarnych powrotów" z różnych miast, Oświęcim długo czekał na swoją chwilę. Albo leciały takie smoki jak Warszawa czy Łódź albo wygrywała nasz miłość do gór i pagórów Zakopane, Tatry czy Przemyśl. Natomiast Oświęcim i WTR'ka to przecież jest klasyk dla szosowców, a nie nasze ukochane MTB... a do tego, nie było jeszcze przecież pełnej ciągłości tej WTR'ki i miejscami leciała ona nie wałem, ale po wioskach. NO A LASY? Szosowcy może nie wybrzydzają i gnają po asfalcie...  NO ALE JA SIĘ PYTAM GDZIE SĄ LASY ?!? Jak to tak bez lasów. To się nie godzi. Bez lasu i pagóra to bez sensu. Nie zgadamy się na takie wykluczeni. Poza tym Oświęcim to też nie jest jakaś hardcore'owa odległość... no bo co... jechać pociągiem i potem powrót to będzie z 70 km wzdłuż Wisły. Wszystkie te zależności sprawiły, że Oświęcim wpadł na listę "pasowałoby, ale może nie dziś" i tak sobie tam siedział nieniepokojony... aż do dziś. 

W tę i na zad :)

Wy już chyba wiecie, że z Basią założyliśmy Generalny Inspektorat VEL, Wież i Pagórów Wszelakich, a przecież w czwartek 9 kwietnia odbędzie się uroczyste otwarcie kolejnego odcinka - VELO SKAWA. Odcinka który połączył Kanał Łączany ze Szlakiem Doliny Karpia i WTR'ką. Pojawia się zatem długo wyczekiwana ciągłość! Czyli spełniony będzie warunek: granica z lewej równa granicy z prawej i równa wartości w punkcie... Cauchy i Haine wiecznie żywi. No dobra, już nie. Oni już nie żyją, ale mieli rację licząc te swoje ciągi i granice! A to otwiera nam pewne, NOWE możliwości. Skoro odległość od Krakowa to nie jest jakiś kosmos, no to może trzeba by ją zrobić dwa razy - w tę i na zad. Wtedy to by się całkiem fajna wyrypa zrobiła. Do tego przecież do Oświęcimia można polecić szlakami - nie trzeba po asfaltach, ale można właśnie przez lasy. Brzmi jak plan. Niemniej, tak szczerze, to nie nastawiliśmy się na tą trasę akurat w świąteczny poniedziałek. Tak jakoś po prostu wyszło bo:

- prognozy były dziwne: jak Wielkanoc to była żyleta, to na poniedziałek nie mogą się zdecydować.Chcieliśmy w Świętokrzyskie, ale ma tam padać... albo nie będzie... no ale w sumie może, chyba że jednak przejdzie... rozumiecie... "miały być grady, miały być deszcze... potem zasypiam zawinięty w kocyk i nie wychodzę tylko śpię"

- a w górach albo odwilż lub śmierć. W Tatrach lawinowa czwórka (GRUBO!), a w mniejszych górach klub miłośników Heraklita z Efezu (Demokryta z Abwehry, Tomasza z Akwenu i Sedesa z Bakelitu... po prostu czuć, że jest dobra ROSA Z PORCELANOSA :D :D :D) czyli "wszystko płynie". Do tego w Święta też mogą być tam tłumy.

- do tego, w kontekście tłumów, to mogą być także srogie powroty ze Świąt, więc może być ciężko na drogach w godzinach popołudniowych  

- no i otworzyli VELO SKAWA... tzn. wróć. Otworzą za moment, ale już gotowe i można jeździć.   

Wszystko nam zatem sugeruje abyśmy podziałali jednak lokalnie. Planujemy przejażdżkę na wysokość mniej więcej Alwerni i potem powrót nowym odcinkiem Vela... gdzieś tam rozważając, że jakby był dobry czas, to może przedłużymy Alwernię do Oświęcimia... no ale to warunkowo... tylko jak będzie dobry czas. Nic na siłę.

Aby poprawić tenże czas udaje nam się NIE wstać do pierwszego budzika (w końcu to święta, wolne!) i zamiast wyjazdu o 8:00, to wyjeżdżamy dopiero 10:15. Sami zatem widzicie, że ten Oświęcim to wyjdzie na mega spontanie finalnie, bo ponad dwugodzinny poślizg na wejściu raczej nie sugerował, że to się jednak uda :P     

Metryki, po prostu metryki :D

Plan przejazdu był taki:

- dzida do Bronowic i złapanie czerwonego rowerowego Orlich Gniazd

- Garb Zabierzowski (skałka Łysa Kleszczowska! zawsze na propsie)

- szutrami na Nielepice

- Bukowa Góra (jak ja kocham to miejsce)

- Garb Tenczyński i zamek w Rudnie

- Czy Pani się puszcza.... Puszcza Dulowska podoba?

- Jezioro co CHECHŁO :D 

- No i dzida "w dół", szlakami - wariantami kombinowanymi przez Bolęcin i Piłę K.

- Okolice Alwerni i mój kochany "niepewny" MOSTEK !!!

No i dojedziemy do tego mostku o 15:50.  

Garb Zabierzowski...

i jego szlaki

Czerwony rowerowych Orlich Gniazd.

Latem uważaj na koła, a zimą na płozy - jakie tu mamy wąwozy? :D

Nasza szosa na Nielepice 

Podjazd pod Bukową Górę, część 1
Podjazd pod Bukową Górę, część 2 - atak szczytowy
Jest i ona
Ile tu prowadzi stopni? :D

Wioska Barbarzyńców czyli plan firmy przy Alvernia Studios.

W Dulowskiej niezmiennie - podmokło :)

Wiecie, że mamy tutaj ŁOSIE?

Nowa "szosa" na Chechło

Szkodnik na szosie :)

Jak się zmieni na zielone to zapierdalamy :D

Jezioro co Chechło :D

Wieża widokowa nad jeziorem co Chechło :)

Szkodnik na ślimaku

Zestawienie tych informacji mnie po prostu zabija - apokalipsa, apokalipsą (zwłaszcza w kontekście zapowiedzi o końcu cywilizacji w Iranie) ale biznes się musi kręcić:D

Dzida przez kolejny las

Góry piaskowe :)

Aj jak zacnie !!

Leśna autostrada !!!

Przed-mostek :)

Nasz kochany (kolejny) niepewny mostek

No to co klasyka jak zawsze?

"Gdy trzaśnie bariera na moście i runę w spienione fale rzeki, rzucą się lekarze na oślep, dusząc mnie w szponach swej opieki... ale ja umrę. I gdy stanę tam gdzie zupełnie już pusto, to tylko Ona kocem nakryje moje łóżko"
 

Miało być teraz przeskoczenie nad Kanał Łączany, no ale jest 15:50. Późno, nie późno? Trochę późno jak na dołożenie jeszcze około 40 km do wycieczki, zwłaszcza że jesteśmy w pizdu daleko od domu i mówimy o jeszcze większym oddaleniu się od Krakowa :P

Trochę jednak za wcześniej aby już wracać. Przecież my jeździmy do zmroku i dopiero wtedy zaczynamy wracać. Hmmmm, co robić, co robić, decyzje, decyzje... no to może podjedziemy jeszcze kawałek, może tylko do ujścia Skawy... dobra! Brzmi jak plan. 

Dojechaliśmy! Hmmm.... no to może jeszcze kawałek, tylko do ujścia Soły! Brzmi dobrze?  

Dojechaliśmy! No ale to już przecież rzut beretem od samego Oświęcimia. Jest 16:50. Hmmm... Dobra, chrzanić. Jedziemy! ... Taaaak, jedziemy... ale jedziemy całe 12 km/h i to z trudem, bo powiem Wam, że na WTR'ce, to mieliśmy taki w mordę-wind, że masakra. "Sam Diabeł szepnął: wietrze wiej...". Wiej tak, że łeb urywa. Chce nas zdmuchnąć z wałów. Ledwie kręcimy. Wieje tak, że zakładam że Dracula znowu płakał i robił dobrą MINĘ do złej gry... o żeeesz... ale to był hermetyczne, nawet jak na mnie. To był beton hermetycznie tłoczony (WINDS, WINDS!!) - jak nie ogarniacie gdzie znowu odpływam, to może to Wam przypomni Minę, o której mówię -- TUTAJ

Wichr.. Wiater, Wygwizdów... napierało w ryj tak, że nas chciało zdmuchnąć. Trochę baliśmy się, że jak będziemy mieć taki powiew na całej drodze powrotnej, to nie dojedziemy do Krakowa przed wtorkowym porankiem. Finalnie w drodze powrotnej nie będzie nam wiało prawie wcale, a dojedziemy do domu o 23:30, więc gdyby jednak napierało powietrzem, któremu się spieszy... to ta "ranna" estymata, to nie byłaby taka znowu z dupy :P)

Toczymy nierówną walkę z wiatrem i toczymy się... trochę nierówno (bo podmuchy nami szarpią) do Oświęcimia. Trochę na spontanie ale co tam, zrobimy tą trasę.   


Za mostkiem

I znowu przez lasy

WTR czyli klasyka
Pięknie widać Babią w śniegu

Nad ujściem Soły

Kolejne ujście nasze!

Ostatnia prosta do Oświęcimia

Już w - kierunek zamek!
Jest i zamek

Wpuszczeni w KANAŁ ŁĄCZANY (wprost z Doliny Karpia)  

"Odbijamy" się od zamku i zaczynamy wracać. Najpierw "zieloną" rowerówką, a potem tzw. Drogą Wodną Górnej Wisły aż do szlaku Doliny Karpia. Wracają wspomnienia z Rajdu Doliną Soły 2022. Dokładnie tędy lecieliśmy szukając punktów kontrolnych... ale tu wtedy było błoto :P

Dziś jest bajka, leci się jak złoto. Z Oświęcimia wyjechaliśmy o 17:15 i chcemy przed zachodem słońca zobaczyć jeszcze te nowe 18 km VELO SKAWY. Nota bene, na odcinek który był dziś naszym głównym planem wycieczki - czyli tymże właśnie Velo, wjeżdżamy dokładnie kiedy na liczniku wybija nam 100 km. Jakimś słabo optymalnym wariantem chyba jechaliśmy, skoro dopiero przy 100 km w zasadzie zaczynamy naszą wycieczkę. Znowu patologia nawigacji :D   

Karpiowaty szlak przeprowadzi nas przez urokliwe stawy kierując nas w kierunku na ZATOR. To tam mamy złapać SKAWĘ, która doprowadzi nas do Kanału Łączany. Powiem Wam tak - REWELACJA, zrobili go na mega wypasie, jest super. Jak kochamy góry, pagóry i bezdroża to umiemy docenić kawał roboty z takim Velo... jest kapitalny! Aramisy approved :P 

A ujście Skawy przy zachodzącym słońcu - coś pięknego. W sumie to 4 ujścia dzisiaj były: Soła, Skawa, no i te nasze pod i krakowskie czyli Skawinka i Rudawa. Jak kilka lat temu jechaliśmy dwa ujścia (Raba i Dunajec) to też wyszło koło 130 km, więc dzisiejszy końcowy wynik wcale nas nie dziwi. Trzeba ciągle znajdować nowe cele wypraw: wieże, źródła, ujścia, przełęcze... nie zabraknie miejsc do odwiedzenia. Byle tylko dobrze czytać mapę :) 

W Dolinie Karpia

Ładnie tutaj

Nawet bardzo ładnie

Babia nad wodą :)
Hydro obiekty

OTWORZYĆ GRODZIE !!! uwolnić potok :)

Ktoś z nas ma zawsze pod górę czy tylko mi się wydaje...?

VELO SKAWA !!!

Zaczynamy

Zachód słońca nad ujściem Skawy

Mówili, że to Velo jes mega przejezdne... owszem nie jest źle, ale hmmm :)

No dobra, jest mega to Velo :)
Niezmiennie... niezmiennie :)
Słońce już gasło...
WROTA SZTORMOWE :)

Nocą to jest klimat !

Zaczynamy !!

Karpie pod koła czy jakoś tak

Na mostku
Już bliżej niż dalej

Z widokiem na Skawinę

Moje miasto nocą, acz mój szturmowy apart nie radzi sobie już przy takim oświetleniu. Do zdjęć nocnych potrzeba trochę lepszego sprzętu, to samo zdjęcie na komórce Basi wyszło mega lepiej.

SMOKU !! Dawaj !!!

OGIEŃ :D :D :D

Kraków - Oświęcim - Kraków w wariancie czarnym, ale nie najczarniejszym. Owszem szlakami i pagórami, ale trasa była w całości przejezdna, bez pchania i rypania przez krzor. Tak wyszło, bo to mocno na spontanie wyszło - gdzieś w planach sztabowych był wariant czarniejszy czyli nie czerwonym rowerowym Orlich Gniazd, ale np. przez rezerwat Bukowica, żółtym przez źródło pod Bukiem - czyli dałoby się dowalić jeszcze trochę przewyższeń, a tak wszyło nam tylko 1000m. To i tak chyba nieźle bo na trasie, którą wszyscy traktują jako płaską :D

No cóż... w przewyższenia trzeba umieć :D :D :D 

Kolejne miasto w naszej czarnej kolekcji. Jest dobrze!  To tyle na dziś - do zobaczenia gdzieś na szlaku... lub poza nim. Niezmiennie, niezmiennie. 

Komentarze

Popularne posty