RYŚ 2026 (po Karkanoskiej Wyrypie)
...GPS pokazuje czas dotarcia 22:15. Oznacza to 15 minut spóźnienia na start... chociaż tak naprawdę więcej, bo ten kwadrans to tylko droga, a przecież trzeba jeszcze doliczyć czas na znalezienie miejsca parkingowego, ściągnięcie z dachu rowerów, zebranie się z auta i rejestrację. Nieważne! Ważne, że jesteśmy "zaanonsowani" iż będziemy z lekkim opóźnieniem, więc nie ma dramatu. Urwie nam to pół godziny z czasu przeznaczonego na trasę, a to sporo... 30 minut przy limicie 7h, to naprawdę dużo, no ale to są tylko i wyłącznie konsekwencje naszych wyborów i negocjacji. O tym jednak za chwilę - na razie trwa walka z czasem trwa, a my gnamy przez noc (gnamy ale nadal zgodnie z przepisami - chociaż TAKIE zdjęcie zrobił nam fotoradar :P). Kierunek: Kąty Wrocławskie. My zawsze docieramy "na styk" albo "po styku... w sumie to stwierdzenie jest bardziej hermetyczne niż mogłoby się wydawać, bo referuje do obu naszych światów: limitów czasu na rajdach oraz do szermierki, zwłaszcza na Szpady, bo styk i działania "w styku" to podstawa. No dobrze, ale skąd taki dramatyczny początek.. rajd się jeszcze nawet nie zaczął a my już gnamy ("jak się nie zaczął? Zaczął 15 min temu, znowu jesteśmy w niedoczasie" - Szkodnik! kochany Szkodnik). Zapraszam zatem na opowieść o pewnym nocnym, dzikim zwierzaku (LYNX LYNX) oraz na naszą relację z polowania na tą bestię.
![]() |
| LYNX LYNX i to z przygodami |
| "The whole world is my ARENA" (tutaj) |
LYNX LYNX geneza :)
Lubimy RYSIA, naprawdę lubimy RYSIA bo RYŚ to Nocny Maraton z przygodami dla Służb Mundurowych i ich sympatyków czyli - tak jak pisałem w relacji z 2021 roku - w skrócie ta nazwa brzmi NMzPdSMiiS, a to samo w sobie zwiastuje, że będzie srogo! Najmocniej wspominamy naszą drugą edycję gdzie działy się prawdziwe cuda nad pewnym jeziorem, a finalnie skończyło się strzelaniną w Rysio Bravo :D
Innymi słowy, uwielbiamy tą imprezę, która jest czasami "specyficzna nawigacyjnie" ale absolutnie fantastyczna klimatem i organizacją. Niestety nie zawsze udaje nam się pojawić na starcie i mamy pewne nieciągłości w naszej jeździe na RYSIU - na przykład w 2025 nie daliśmy rady dotrzeć bo wysłano nas na tajną misję do kraju byłej Jugosławii. Nie było opcji, a szkoda! Bo RYŚ zmienił trochę formę, ale o tym napiszę trochę więcej w jednym z ostatnich akapitów. Na razie jednak nadal gnamy przez noc, spóźnieni na start, a przed oczami widzę każdą chwilę, która doprowadziła nas do tej sytuacji...
Po pierwsze: COMBO. My jesteśmy niereformowalni, weekendy należy wykorzystywać maksymalnie czyli jeśli mamy jakiś nocny maraton, to w dzień trzeba zrobić jakąś wycieczkę lub inny maraton. Nie inaczej jest tym razem. Na Rysia nadciągamy z południowego zachodu, a dokładniej to z Karkonoszy, a nie z Krakowa. Z piątku na sobotę, o północy wystartowaliśmy na KARKONOSKIEJ WYRYPIE (24h godzinny rajd), który zakończyliśmy przed limitem czyli o 19:30, tak aby mieć możliwość przeskoczenia do Kątów Wrocławskich. Mamy zatem jedną noc "w plecy" na starcie, ponad 1500 m przewyższenia w nogach i sporą liczbę kilometrów... będzie ciekawie. Inna sprawa, że w niedzielę, jak trochę odeśpimy (w bazie), planujemy skoczyć jeszcze na Ślężę bo nie pamiętam ile lat temu byliśmy tam ostatnio. A będziemy niedaleko i w sumie z rozpoczętą niedzielę w tamtej okolicy!
Po drugie: negocjacje. Na RYSIU drużyny są co najmniej 3 osobowe. Ja wiem, że takich 3 jak nas dwóch, to nie ma ani jednego, ale formalnie nie spełniamy jednak tego warunku. Jeździmy tylko w dwójkę i jest to problem natury organizacyjnej. W 2023 udało nam się znaleźć 3-ciego do drużyny i to mimo, że na Rysia jechaliśmy po Mordowniku w Górach Kamiennych (czyli także po srogim ścioraniu się po niemałych pagórach). Trzeba zatem zastosować rozwiązania niestandardowe. Piszemy do Organizatorów z prośbą... piszemy do Patryka czy puszczą nas tak jak za pierwszym razem: tylko we dwoje. No wiecie, tylko we dwoje, w nocy, po prostu romantycznie..
- Będziemy szukać lampionów
- Ech, liczyłam, że powiesz mi coś bardziej romantycznego
- Będziemy szukać lampionów... w deszczu :)
Romantyzm pełną gębą... znacie bajkę o romantyku? Roman Ty ku...sie :D
Chociaż w ten weekend ma nie padać, więc trzeba będzie inaczej o ten romantyzm zadbać. Np. stając się dziadem i cierpiąc za miliony... No dobra, bo odpłynąłem w jakieś głupie narracje! Wracamy do startu i negocjacji: możemy pojechać nawet pod dziwną banderą lub całkowicie incognito; możemy być Team'em no-name; możemy jechać poza klasyfikacją, możemy wystartować trasę od tyły, cokolwiek... BYLE TYLKO PATRYK I SPÓŁKA ZGODZILI SIĘ ABYŚMY POJECHALI W DWÓJKĘ. Idziemy na wszelakie, daleko posunięte ustępstwa! Zaczynamy korespondencję mailową z RYŚKIEM: cel zdefiniowany, uzyskanie zgody lub nie-zrozumienie odmowy i przyjechanie "na debila":D. No co trzeba sobie radzić w życiu :D
Najlepsze rzeczy w życiu, nie wywieszają białej flagi, trzeba je brać szturmem - tak przynajmniej powiadają, ale błagam nie mówcie tego Ruskim, bo oni to wezmą zbyt dosłownie... Nie będzie jednak potrzeby aby sięgać po tak radykalne akcje: Organizatorzy zgadzają się! HURRA !!! Możemy jechać w dwójkę. Patryk odpisuje i potwierdza, że puszczą nas w okrojonym składzie, ale stawia jeden warunek: zasady to zasady, musimy mieć 3-ciego w drużynie. Sztuka jest sztuka, może nie żyć, nie istnieć, nie funkcjonować poprawnie, możemy go zgubić, porzucić, zakopać, ale ma istnieć. Dostaniemy na wejściu 400 pkt kary za porzucenie zawodnika, ale możemy jechać! Bierzemy tą opcję w ciemno! Co to jest 400 pkt, jakie to ma znaczenie, czy my jedziemy po zwycięstwo?
Tak oto narodził się ALEKSANDER! Czy to czyni z nas fatalnych rodziców, że porzuciliśmy go zaraz po... powstaniu? Może zginął w tym powstaniu? Tak się będę tłumaczył. Na pewno zrozumieją, każdy zrozumie śmierć w powstaniu. Inna sprawa, że myślałem że za porzucenie dziecka są większe kary w tym kraju niż 400 punktów, ale jest OK! Olek, przykro mi... to nic osobistego, ale nie jedziesz z nami....
Jak tak popatrzymy na to matematycznie, to mamy straty bojowe na poziomie 33%. I to straty marszowe... Olek nawet nie dojechał na front, a już go z nami nie ma. Coraz słabsze te dzieciaki w kolejnych pokoleniach. Nie to co kiedyś, kiedyś to były czasy... a dziś czasów już nie ma.
"No nie ma już czasów, bo jesteśmy 15 min spóźnieni na start" - Szkodnik! Kochany Szkodnik!
Po trzecie PODZIĘKOWANIA (i to powinno być po pierwsze)! Jesteśmy niesamowicie wdzięczni ekipie Rysia, że pozwoliła nam na taki start. Dziękujemy także Patrykowi za cierpliwość do nas i do naszych dziwnych konfiguracji. Sami będąc organizatorami rajdu CZARNA OWCA ORIENTEERINGU wiemy jak problematyczne (upierdliwe - nie bójmy się mocny słów) potrafią być prośby o odstępstwa od regulaminu. Dlatego też my staramy się zminimalizować ten "impact" (jak to się dziś ładnie mówi w korpo-mowie) i zgadzamy się na wszelakie rozwiązania proponowane przez Organizatorów. Nie zmienia to jednak faktu, że zdajemy sobie sprawę, że jakiś tam kłopot zawsze sprawiamy. Tym bardziej bardzo dziękujemy za zgodę i możliwość. Powiedziałbym, że było to ostatni raz... ale nie chcę kłamać. Za rok, jeśli tylko terminy pozwolą, to znowu chętnie kogoś porzucimy. No chyba, że znowu trafi się ktoś, kto nie lubi spać i pojedzie z nami na cały weekend - dosłownie :D
No a teraz już relacja bo się długi wstęp zrobił... niemniej, to także w sumie była część tego rajdu. Najlepsze rajdy zaczynają się długo przed startem, pamiętajcie o tym!
![]() |
| Gdzieś w drodze z KARKONOSKIEJ WYRYPY na RYSIA |
Wpadamy do bazy. Szybka rejestracja i ruszamy w pogoń za tymi co już w trasie. Limit 7 godzin, wróć! sześć i pół tak naprawdę. Trasa ma około 60 km i posiada 30 punktów kontrolnych: 20 lampionów i 10 punktów z zadaniami. Rogaining pełną gębą. Nawet gdyby wszystkie punkty były lampionami i założylibyśmy bardzo optymistyczne 2 minuty na ich techniczną obsługę "podjechać, podejść, podbić kartę, odjechać", no to przy takiej ilości "leci" godzina, słownie GODZINA na same formalności. A gdzie tam zadania! I to aż 10! A jak się coś "skorkuje", na jakimś zadaniu trzeba będzie poczekać , bo dotrze więcej ekip w tym samym momencie...łooo Panie, czasu naprawdę jest mało. TUTAJ ważna kwestia: za samo dotarcie na punkt kontrolny już dostaniemy punkty do klasyfikacji, wykonanie zadania daje dodatkowe punkty (mowa oczywiście o wyniku przeliczeniowym - to dla niekumatych). Trzeba zatem będzie szacować czy opłaca się czekać na zakorkowane zadania czy lepiej lecieć dalej. Inna sprawa, że i tak na wejściu mamy te "-400" więc... nie poszalejmy z wynikiem. Jak zbliżymy się do zera to będzie dobrze. Będę jednak uparcie twierdził, że to nie nasza wina, a Aleksandra. Zawiódł nasze oczekiwania i przyniósł wymierną szkodę. Wymierną bo "- 400", no i nas porzucił, chlip, chlip :P
Postanawiamy "na rozgrzewkę" zacząć od kilku bez zadaniowych lampionów. Chociaż w sumie ta rozgrzewka to tak średnio potrzebna. Po pierwsze jesteśmy, tak jak wspomniałem, po Karkonoskiej Wyrypie, a więc trochę już styrani i właśnie zaczynamy zarywać drugą noc z rzędu. Co więcej, rozgrzany jestem także dobrym stanem zapalnym okostnej żeber po tym jak postanowiłem widowiskowo glebnąć podczas naszego przejazdu Wrocław - Kraków (427km, 66h). Pomału już przechodzi odkąd przeszedłem na dietę KETO... ketonal, ketoprofen... I tak nie jest źle, mogło być gorzej - ruszamy w noc. Pora zapolować na Rysia. LYNX LYNX nadchodzimy!!
![]() |
| Złapany! |
![]() |
Przez noc! |
| Mokra Trzynastka (bo na mostku) :) |
PIERWSZE PUNKTY
Planem było złapać 3 lampiony, nim udamy się na pierwsze złapanie, ale "zmienność decyzji świadczy o ciągłości dowodzenia", więc bierzemy tylko dwa. Do trzeciego na ma wybranej przez nas drogi - zaorane pole i trzeba będzie objechać go z drugiej strony, a to oznacza że nasz wariant wrzuci nas wcześniej niż później... na szubienicę. Nie ma to jak zacząć i od razu trafić na szubienicę, prawda? Szubienica to najbliższe "zadanie" względem bazy więc mamy trochę drużyn czekający w kolejce, zwłaszcza że zadanie jest 4 etapowe. Jednym z nich jest wiszenie... na szubienicy, a jakże inaczej? Klimatyczne, ale mając opóźnienie względem startu bierzemy tylko potwierdzenie odnalezienia punktu i ruszamy dalej. Szkoda, bo mini-zadania zapowiadały się zacnie, nigdy w końcu nie wisiałem na szubienicy i... w sumie może lepiej aby tak zostało. Wiecie jak to bywa, napiszę że nigdy nie wisiałem na szubienicy, a jakieś fatum, los, przeznaczenie czy inny byt stwierdzi "ooo zajebisty pomysł, dawaj go tu". Tak czy siak, szubienica mi dziś jednak nie pisana - czy Wam się to podoba czy nie. Lecimy dalej. Czasu jest tak mało, że trzeba będzie "w locie" decydować czy robić dane zadanie czy nie.
| Szubienica i opis zadań |
| Co ja będę pisał - TUTAJ i jest to re-upload z nowym, bardziej przyjaznym dla Youtube tekstem |
| Efekt AXE :D |
| Miejsca przeklęte :) |
Noc jest cudna. Księżyc pięknie świeci na niebie, a co niesamowicie charakterystyczne dla Rysia, (jesteśmy 3-ci raz i 3-ci raz mamy taką sytuację) mamy dość duże mgły. Unoszą się one nad polami, trawy niemal lśnią rosą w świetle naszych czołówek, a wilgoć osadza się na daszkach naszych kasków. Jest klimat. Jak w "Panu Lodowego Ogrodu", gdy przychodziła zimna mgła... pamiętacie "scenę" z mgłą i rzeką? Luźny cytat, może lekko przekłamany ale oddający ten klimat.
"Moje mocne 'wierzę tylko w to co ma sens', traci na znaczeniu w ciemnym lesie o 3 w nocy...
Wierzę w to co widziałem, a widziałem armię upiorów maszerującą rzeką..."
Dokładnie taką mamy dziś noc... czyli jest pięknie, ale trzeba uważać. Lecimy na pojedynczej nawigacji, a nie tak jak zawsze z "podwójną" weryfikacją. Tym razem tylko jedna para oczu patrzy na mapę. Muszę uważać, aby nie dać się zwieść jakieś Błędnicy w polach... (Południca nam nie grozi, jest noc śpi. Północnicy się nie boimy... ale Błędnica może się na nas czaić gdzieś w mroku)...
"Błękitny ognik mruga na bagnie
prowadzi tam, gdzie bór Ciebie pragnie
wierzysz w to światło, wierzysz w ratunek
noc Ci szykuje swój poczęstunek
Już nie wiesz gdzie szlak, a gdzie są mchy
Błędnica w ciemności szczerzy swe kły...
To nie jest ogień, co grzeje dłonie
to twoje życie w bagnie utonie
nie pomoże czar, modły szeptane
wszystko co widzisz jest przekłamane
Męczy do skutku, nie daje tchu
wyssany z sił, zostaniesz tu
Błędnica karmi się twoim lękiem
Ducha wyzioniesz z żałosnym lękiem... (...)
...zimno gryzie ciało, ból szarpie wnętrzności
błoto powoli zatapia twe kości
sił już nie starcza, by podnieść dłoń
wciąga Cię głęboko bagnista toń..." (coś pięknego :D - całość TUTAJ)
Dokładnie tak, trzeba wystrzegać się błędów nawigacyjnych. Czasu jest tak mało, że każdy błąd i korekta będzie dramatem pod kątem utraty cennych minut względem limitu. Weszliśmy jednak w mapę jak 7-ma pancerna we Francję w 1940 i na razie lecimy jak po sznurku. Nie można jednak tracić czujności, bo błąd może przydarzyć się w każdej chwili. Zwłaszcza, że próbujemy jechać najszybciej jak możemy - na tyle ile pozwala zmęczenie po trudach poprzedniego dnia i nawigujemy "locie".
Przed nami drugie zadanie dzisiejszej nocy... islamscy terroryści, karabiny, granaty...i koza. Hmmmm... Przysięgam, że jak mnie ta koza zobaczyła to ze strachem przysiadła na zadzie. Moja reputacja mnie wyprzedza :)
Tutaj także jednak dość spore zagęszczenie ekip, więc nie czekamy na zadanie.
![]() |
| Trochę szkoda zadania, ale zbyt duża kolejka była |
![]() |
| Popychadło - jeśli czaicie o co mi chodzi :D |
![]() |
| Elementy rozrywkowe |
| Bestie nocy |
| Kolejny punkt nasz |
Ruszamy na południe. Piękna polna droga prowadzi... na manowce. Powinniśmy trafić na skręt w lewo, który "skieruje" nas do kolejnego punktu kontrolnego. Tymczasem droga wali na południe, a obok nas pola, pola, pola... Wygląda na to że tej drogi po prostu nie ma, totalnie zaorane. Ciśniemy dalej licząc, że coś się pojawi... ale pole, pole, pole. Nie będziemy przecież niszczyć upraw, a poza tym przy tej wilgotności i rosie, to to pole może się całkiem nieźle lepić do kół. Jeśli nie wiecie co mam na myśli to tutaj przykładowe ZDJĘCIE (a relacja z całego tego rajdu jest na naszym starym blogu: TUTAJ). Szybka decyzja, wracamy kawałek i lecimy objazdem. Będzie nas to kosztować kilka minut, ale zakładam że to będzie "inwestycja". Przedzieranie się przez pola na dziko finalnie trwało by dłużej. To była chyba dobra decyzja, bo wypasssss polnymi drogami docieramy do kolejnego punktu, na którym spotykamy Jarka i Agę. Tam nasze zadanie jest proste... co do teorii. Trzeba bowiem wystąpić w kinie "RADOŚĆ" i zrobić, stare dobre kalambury. Brzmi prosto, prawda? Zależy jakie hasło wyciągnięcie... może hasła nie były postaci: pokaż że "transmitancja to stosunek transformaty Laplace'a sygnału wyjściowego do transformaty Laplace'a sygnału wejściowego przy zerowych warunkach początkowych", ale i tak nie były łatwe. Ważne jednak, że punkt niemal pusty, więc zadanie zrobiliśmy i dzida dalej w mrok.
![]() |
| Ławeczka z widokiem na księżyc :) |
W kinie "RADOŚĆ" |
![]() |
| Lśniąca rosą :) |
![]() |
| Jest klimat :) |
| Ryś i Czara Ognia :D |
W kamienny kręgu
Kolejny lampion nasz... tym razem w kamiennym kręgu. Sami zobaczcie na zdjęciach. Jaki kraj taki Stonehenge, no jaja. Nie wiem kto to tu zbudował, ale genialne. Kogo dziś GRILL'ujemy w kamienny kręgu? Nota bene, to nie takie głupie pytanie bo jednym z zadań na RYSIU jest zawsze zjedzenie grilowanej kiełbasy. Punkt żywieniowy - w totalnie mokrej trawie, z mokrymi ławkami, mokrym wszystkim! Ale kiełbasy się pieką! Lubimy te rysiowe grill-pointy.
Wydarzyła się tu śmieszna sytuacja, bo gdy już zaliczyliśmy to zadanko (mniam, mniam :P) i zaczęliśmy zbieramy się dalej, to nagle wpada z pola jakaś ekipa i widząc, że chcemy jechać tak jak Oni krzyczą, że ten wariant to masakra. Dziękujemy za ostrzeżenie, ale w sumie nie za bardzo jest alternatywa, bo nie ma innego wyjazdu z tego miejsca. Trudno, nie pierwsza masakra w naszym życiu - roślinność robi się dość wysoka. Trzeba będzie cisnąć brzegiem tego pola, więc coś czuję, że przy dzisiejszej rosie, to wyjdziemy jak z pod prysznica. Zawsze jednak powtarzam, że "brak alternatyw wspomaga procesy decyzyjne". Skoro nie ma tego jak objechać w jakiś sensowny sposób, to walimy przez zielone, przez mokre zielone... i powiem Wam: dało się jechać! Nie trzeba było pchać! Gęsto, mokro, zielone chaszczory, ale dało się jechać. Żadna masakra zatem, owszem wariant raczej dla orient-koneserów ale do masakry to jeszcze było daleko. Torfowisko po pas, na Mordowniku w Chochołowie, budowa gazociągu (sic!) na Jaszczurze Graniczna Przełęcz, pewne pole kukurydzy na Świętokrzyskiej Jatce, czy też Tropiciel 19 i Bagna Rozpaczy czyli Rozlewisko Moczarki... chyba mamy trochę inną definicję masakry :D
![]() |
| Kamienny krąg grillowy :) |
![]() |
| Niesamowite mgły :) |
![]() |
| Jest !!! |
![]() |
| Moment zdobycia punktu :) |
![]() |
| Przez zielone !!! |
FIRE IN THE HOLE !!!
Wpadamy na strzelnicę polową a tutaj czeka nas niesamowite zadanie, bo będzie "ścieżka zdrowia". Po pierwsze dostajemy śrut i mamy go nie zgubić poruszając się po poligonie! Wcale nie będzie takie oczywiste bo mamy go trzymać w dłoni, a zaraz będziemy biegać, skakać przez przeszkody i się czołgać!
Po drugie "bagnet na broń". Dostajemy karabin. Tak! Jeden na drużynę czyli jak w najlepszych wzorcach rodem z 42-giego pod Stalingradem...
- Dzierżi granat i rozgoni tanki!
(--- mija jakaś chwila -- )
- Rozgonił?
- Da, tawarisz kamandir
- No to odda granat".
Karabin karabinem, ale dostajemy też szkoleniowy bagnet i pierwszym zadaniem będzie przedarcie się przez ziemię niczyją (chociaż nie wiem czy gmina też tak twierdzi - podatków od gruntu raczej nie odpuszczą... ktoś zapłacić musi) i powalanie przeciwnika. Ogólna zasada to jest prosta, trzeba wpaść w niego ostrzem na pełnej... ale zabraniają mi jednak "poprawki" kolbą, bo mówią że Im zniszczę rekwizyty. Nie rozumiem! Jakie rekwizyty. PRZECIEŻ JA MUSZĘ ZBIJAĆ arghhhhh !! Wiecie jak jest... "to nie był rozkaz, to było coś na co czekał całe życie, to było pozwolenie" (z książki, nie z filmu)
Dla mnie ogólnie klimat z bagnetem jest... sentymentalny. Hmmm, nie wiem w sumie czy to dobre słowo, ale chyba nie ma lepszego. Strzelałem z kałasza czy beryla nie raz, ale bagnet i to prawdziwy, na broni miałem tylko raz. Na przysiędze, podczas defilady na kursie podoficerskim CSSP. Do dziś pamiętam tą chwilę kiedy nasz chorąży (nota bene, Chorąży Pokora... pasuje Wam, jak można tak dobrze dostosować się do roli jaką pełnicie, że nawet wasze nazwisko pasuje!)... no więc, kiedy nasz chorąży dał komendę "bagnet na broń" i cały nasz pluton, w tej samej chwili wcisnął ostrza na lufę. Ten odgłos, masowy "klik" usłyszany po raz pierwszy w życiu - tego się nie da zapomnieć. Inna sprawa, że na defiladzie z bronią to trzeba uważać, zwłaszcza na "w prawo - zwrot", aby koledze z boku nie zahaczyć ryja ostrzem... mogłoby być ciekawie.
Wracając do zadania na rajdzie - po kąto-wrocławskiej masakrze bagnetem szkoleniowym mamy lecieć przez poligon biegiem i to po skarpach i paskowych górkach. Na hasło "PADNIJ - granat" mamy jednak natychmiast wylądować ryjem na glebie. Nie wiem czy mieli "hukówki" czy petardy ale "jebło" naprawdę ładnie - czuć było nawet lekkie drżenie powietrza. Sroga akcja, leci się z bronią, nagle pada komenda, więc "glebujesz" a obok Ciebie HUK! Zbierasz się z ziemi i lecisz dalej. Dla tych co nigdy nie robili takich rzeczy, to powiem Wam, że wbiegania na piaskowe skarpy i potem zjazd z nich na butach lub tyłku męczy - uwierzcie, męczy. A tymczasem przed nami pierwszy tunel, znowu zatem ryjem do gleby i czołgamy się pod nisko rozłożoną pałatką.
Dopadamy do pierwszego stanowiska strzeleckiego. Broń krótka. Pistolet. Pneumatyk. Mamy kilka prób aby trafić cel. Próbuję "od strzała", ale nie uspokoiłem oddechu po biegu plus strzelając szybko, robię mój klasyczny błąd celowania. Jak mnie to wnerwia - zbyt energicznie ściągam spust, co sprawia, że palec ciągnie całą broń do wewnątrz i "skrzywiam strzał". Grrrr.... jeszcze raz, przymierz, uspokój, strzał. Trafienie! Zaliczone!
Znowu "BROŃ NA BIEGIEM" (czyli niesiemy dalej naszego kałasza z bagnetem) i lecimy dalej: górka, dolina, górka, dolina, wszystko w piasku a przed nami drugi tunel. Tuż przed nim pada komenda "wstrzymaj oddech". Hmmm, miejsce "jebie siarą" na kilometr więc czuję, dosłownie czuję, co tam znajdziemy pod pałatką. To nie jest może gaz jaki dostawaliśmy po ryju na szkoleniach wojskowych - zakładam że byłby "dramat w komentarzach" po rajdzie :P.
Niemniej ten tutaj i tak będzie drażnił oczy i drogi oddechowe. Ostrzegali na odprawie tego punktu aby nie łapać zbyt łapczywie powietrza w tunelu, no chyba że chcemy sobie trochę pokaszleć. Przeczołgać się przez nie-taki-krotki tunel na wdechu... to nie jest proste. Dobrze, że nie robię tego pierwszy raz :P Tylko moje obite żebra trochę protestują... ale cóż, muszą poczekać, na razie priorytetem jest wyjść z zadymionego tunelu!
Dopadamy do drugiego stanowiska strzeleckiego. Broń długa - wiatrówka, ale z lunetą. Mamy amunicję? Nie zgubiliśmy? Nie, jest wszystko co trzeba. Jakże romantyczna scena, pomyślcie sobie tylko o tym: bierzecie broń, a Żona podchodzi do Was i wkłada swoją dłoń w waszą... a w tej dłoni? AMUNICJA. Nasze randki nie są jednak typowe. Małżeństwo to współpraca :)
"Wszystko szło pięknym ładem, choć w tak wielkie trwodze:
Dwadzieścia strzelb leżało tu, na tej podłodze;
Wystrzeliliśmy jedną, podawano drugą.
Ksiądz proboszcz zatrudniał się czynnie tą usługą,
I pani, i panienka, i nadworne panny:
Trzech było strzelców, a szedł ogień nieustanny..." (całość to KLASYK)
Inna sprawa, że w pracy też mamy tak na non-stopie, nasze żarty i relacje pracownicze nie są takie jak wasze - to wygląda mniej więcej TAK lub TAK. Nawet nie wiecie jak bliskie prawdy są te filmiki... jak niebezpiecznie blisko prawdy. Engineering to jest jednak stan umysłu.
Tym razem nie jestem w stanie uspokoić oddechu po biegu (i gazie...) więc broń mi lata od wschodu do zachodu przez cały horyzont. Kask rowerowy z szczęką także nie pomaga dobrze złożyć się do broni długiej. Cel jest oświetlony mała flarą, która znajduje się pod nim. Tutaj nam już tak dobrze nie idzie... trzęsąca się broń, przeszkadzający kask, wada wzroku... noooo, jestem jak ślepy koń na Wielkiej Pardubickiej - nie widzę przeszkód! Celu także nie. Szkoda, że to nie ma opcji serii bo bym przedłożył ilość nad jakość... albo wiem, wezwijmy wsparcie z powietrza i będzie pozamiatane. Szkodnik, dawaj dym i zrobimy to raz, a porządnie a nie będziemy chrzanić się z półśrodkami...jest, w końcu zaliczone! Pozostał powrót a miejsce startu... mam nadzieję tylko, że nie przesadziliśmy z tą siłą rażenia naszego rozwiązania alternatywnego z powietrza. Nikt jednak nie protestuje... ruszamy dalej, starając się zignorować gęsty dym unoszący się nad strzelnicą. Pamiętajcie tylko aby powtarzać, że był to wypadek... po prostu wypadek - tak też poinformowaliśmy wszystkich na mecie. Nie mamy nic wspólnego z bombardowaniem tego miejsca, takie bomby mógł kupić każdy w dowolnym sklepie z bombami.
Ach... byliśmy we dwójkę i oboje byliśmy w tym zadaniu, więc nie mamy ani jednego zdjęcia z tej akcji. A szkoda, wielka szkoda. Niesamowite zadanie. Rewelacja.
"Welcome to the Enclave"
Teraz przed nami punkt opisany "KRYPTA" i okaże się, że będzie to punkt w klimacie mojego ukochanego FALLOUT'a. Docieramy do do miejsca stylizowanego na "VAULT 14", ale także na NEW CALIFORNIA REPUBLICK jednocześnie. Coś pięknego!
Ja za młodego zarywałem nocę nad 1-nką i 2-jką Fallouta (do dziś przez wielu, także przeze mnie, 2-jka jest uważana za najlepszą część serii - fabularnie po prostu wymiatała). Do dziś pamiętam także ten zielony ekran z napisem "Welcome to the Enclave" kiedy Poseidon przybył na platformę... ciary!
![]() |
| Ciary! Po prostu ciary! |
Pamiętam też Deathclaw'y które mogły rozerwać Cię jednym ciosem, Ghoule z Necropolis, setki "random encounter" oraz to wymarzone, wyśnione Powered Combat Armor Mark II, które chroniło przez całym złem tego świata. Zawsze miałem także słabość do pewnego sierżanta... od którego udało się tą zbroję wyłudzić! Pamiętacie te rozmowy: "If I like you, can call me Serge but guess what? I DON'T LIKE YOU !!!" - niesamowite były linie dialogowe w tej grze. I to, że dało się postać poprowadzić jako dobrą lub zła, a zakończeń gry było "milion" i były zależnie od dokonywanych przez Was wyborów w jej trakcie. Co więcej dotyczyło to nie tylko głównej postaci, ale także "losu" wszystkich odwiedzonych lokacji - TUTAJ:
"With your aid, the Deathclaws of Vault 13 become a thriving community..."
albo:
"By eliminating the Deathclaws of Vault 13 you banished yet another species to the realm of extension, proving, once again, that genocide is a viable solution to any problem..." (niezmiennie i zawsze)
Jestem zachwycony tym punktem kontrolnym!
Po pierwsze: sprzedają tutaj przedmiot z gry! Np. Stimpack (w dużym uproszczeniu "lekarstwo") albo Nuke Cole. Trzeba mieć ze sobą twardą walutę czyli kapsle! (wydawane w pakiecie startowym!), walutę jaka obowiązywała w tym post-apokaliptycznym świecie. Nabywamy NUKE COLĘ i mamy ją do dziś! Fantastyczna pamiątka. Genialnie wygląda na półce !!!
Po drugie: skonstruowali tutaj VAULT do którego trzeba wejść i rozbroić bombę. Aby to zrobić musimy "pobawić się" w "dostrojenie sygnałów". A co będę pisał: zobaczcie sami na zdjęcia.
Mamy NUKE COLE, rozbroiliśmy bombę, zhackowaliśmy komputer - lecimy dalej. Dla takich punktów kontrolnych jeździ się na te nocne rajdy. Nostalgia trip wjeżdża na pełnej i widać, że robili ten punkt ludzie z taką samą miłością do tej serii gier, jaką sam noszę w sercu.
Powiem więcej, na kolejnym punkcie kontrolnym, w ruinach spotkamy powieszonego GHOULE'a! Jak wiecie o czym mówię to wiecie, jak nie to powiem tak: trzeba było grać w Fallout'a. Są gry, filmy, książki, które zmieniają wasze postrzeganie świata, które kształtują Wam duszę. Nie jest ich wiele, ale to jest właśnie ich magia. Dla mnie FALLOUT 2 należy do tej grupy i to bezdyskusyjnie.
![]() |
| Vault 14 !!! |
![]() |
| Wchodzimy do wewnątrz |
![]() |
| GENIALNE !!! |
![]() |
| Mają stimpaki !!! |
![]() |
| "War, war never changes..." (kultowe INTRO) |
| Nuke Cola Pin-up Girl :) |
| Sygnały !!! |
Dostrajamy !!! |
| New California Republic wita !!! |
| Ale jest tutaj klimat !! |
| FALLOUT PIMP BOY |
| ZACNA SZTUKA KA-BOOM :) |
| NUKE COLA !!! |
Potrzebuję więcej kapsli !!! Czy karma mi spadnie jak komuś zabiorę siłą jego przydział? |
![]() |
| OSZALAŁEM :D |
RYŚ 2023 - nostalgia trip nad jeziorem :D
Jest już jasno - czasu coraz mniej. Właściwie jesteśmy już na finiszu, ale chcemy jeszcze ze 3 punkty kontrolne wyhaczyć. Kierujemy się na południowy skraj map - tam "ukrywa" się kolejne zadanie. Lecimy przelotem, ale coś przykuwa naszą uwagę. Pontony na "jeziorze" - takim kopalnianym jeziorze. WTF? Hmmm... to nie powinno być tutaj, ale widzimy kilka ekip na punkcie. Są też światełka... no nic, podjeżdżamy. Okazuje się, że to jednak tutaj. Pytam ekipę na punkcie: "W sumie, co Wy tu robicie, przecież...". Pada odpowiedź: "Nie pytaj...". Hahahaha... czuję, że jest za tym jakaś mocna historia. Dla mnie rewelacja, punkt jest przestrzelony o hmmm... "nie pytaj" :D :D :D
Nostalgia trip do Rysia 2023, kiedy goniliśmy się z wędkarzami nad jeziorem. Niesamowite, bo znowu jezioro. To jakby klamra kompozycyjna. Zawsze się może zdarzyć, że jakiś punkt trochę ucieknie, ale to jest niesamowite że mamy znowu brzeg jeziora i taki "przestrzał". Zwykle ludzie psioczą jak punkty są nie tam gdzie trzeba, ale tym razem mnie to bawi. Naprawdę bawi - po pierwsze: wspomniana klamra. Kapitalnie to wyszło, przypadkiem, ale nadal kapitalnie. Po drugie, akurat "chłopaki" tak się ustawiły, że w zasadzie z każdego wariantu nie sposób było ich przegapić. Są w zasadzie na wyjazdówce względem tego jak powinni się rozłożyć, więc chyba każda ekipa - jadąc na punkt - po prostu na nich wpadła. Nie ma zatem jakiegoś szukania, chaszczowania, przeczesywania. Mimo tego, że mamy słabo z czasem, nie stracimy tutaj w zasadzie nic, bo nie trzeba było szukać tego punktu - wpadliśmy na niego, mimo że to zupełnie inne miejsce niż być powinno. A co samego zadania na punkcie, to mamy znawet apisy wideo! - sami zobaczcie RZUT za 3 o tyle, że na film załapała się tylko "jedna latająca sztuka", a w praktyce poleciło ich wiele, bardzo wiele. No ale to nie tak, że nie trafialiśmy, ja po prostu uważam, że zawsze warto nakryć przeciwnika ogniem, wtedy nie trzeba celować. Pokrywasz ziemię "ogniem" i działa. Wiecie jak jest:
GRAD BM-21 Kamandir " Celujcie dokładnie !!"
GRAD crew: "LOL"
Lecimy dalej! Zostało nam trochę ponad pół godziny! Otacza nas przyjemny chłód poranka, acz nam jest dość ciepło bo ciśniemy ile sił. Czas, czas, czas! Kierunek kolejny punkt zadaniowy, a potem "długa" na bazę przez jeszcze jeden lampion. Ubawiło mnie to jezioro, rewelacja - niczym "tribute" to edycji 2023. Jest extra. Natomiast i tak jestem pod wrażeniem, że mamy poranek drugiej zarwanej w pełni nocy i nas nie muli "sleepmonster". Jest dobrze! Baliśmy się, że sleepy znowu się przydupi i nie będzie chciał odczepić. Jednak tym razem, nie tak jak przed Wrocławiem, udało się w miarę wyspać.
Tymczasem przed nami zadanie ewakuacyjne - trzeba manekina przenieść przez jezioro. Nie wolno "rannego" upuścić. Tu nie ma taryfy ulgowej: wody w jeziorze po pas, grząskie dno, manekin nad głowę i dajesz przez jezioro. Nie ma opcji się nie zmoczyć - zadanie zabezpieczają mundurowi i bawią ich takie zadania. Niczego innego nie oczekiwałem :P
| Manekin do ewakuacji :) |
| Jezioro od przejścia - lina może trochę pomóc :P |
Mamy jednak trochę za mało czasu na takie zabawy, to zajmie co najmniej kilka minut. Inna sprawa, że jakoś tak włażenie do jeziora po pas, teraz nad ranem... no powiem tak: jak nie musimy, to tym razem mówię "pas". Zbieramy zatem tylko punkty za odnalezienie zadania i lecimy na bazę... i powiem Wam, to będzie dobra decyzja. I nie, nie jest racjonalizacja, bo nie chcieliśmy "zamoczyć". Nie chcieliśmy, to mówię wprost, ale zaczynamy morderczy finisz do bazy. Mamy naprawdę kawałek drogi, a zostało nam parę minut (trochę ponad 10...).
Odpalamy tryb "DZIDA!" i lecimy ile fabryka dała. Wszelakie robotnicze strajki w tej fabryce trzeba stłumić siłą - pamiętajcie nieśmiertelną zasadę: jeśli brutalna siła nie działa, oznacza że używasz jej za mało! Fabryka musi pracować na 3 zmiany! Zostały minuty a my lecimy najkrótszą trasą na bazę. To zawsze musi dziwnie wyglądać. Jest przed piątą rano, ktoś tam idzie chodnikiem, a tu dwójka rowerzystów leci "jak po ogień", jakby świat się kończył i przedziera się przez wszelakie przeszkody na wprost. Nie hamujemy dla nikogo, co na drodze to pod koła - amor wybierze. Przelotowa miejscami ponad 30 km/h, gorzej jak robi się minimalnie podgórkę (minimalnie bo tu w zasadzie mamy płasko), no wystarczy ale 1-2% podjazdu i prędkość już trochę spada, a zegar nie zwalnia! Dopełniamy zatem naszej czarnej tradycji: finisz na minuty, na sekundy!
Wpadamy do bazy na półtorej minuty przed limitem. Udało się! Hahaha... udało się. "Po raz kolejny udało się przeżyć". Rewelacja. To była genialna edycja: strzelnica i Fallout, te punkty kontrolne to na zawsze zapiszą się... nie, nie tylko w pamięci... ale w sercu. A to trwalszy ślad niż jakaś tam ulotna pamięć RAM :D.
![]() |
| Poranny finisz najkrótszą trasą na bazę |
![]() |
| Zdążyliśmy !!! |
ŚNIADANIE Z RYŚKIEM
O 9:00 rano na Rysiu jest zawsze wspólne śniadanie i to takie na mega wypasie. Jak ktoś nam zarzuci, że jeździmy tutaj tylko na to śniadanie... to powiem, że "to nie do końca prawda", ale też nie zaprzeczę, bo jest rewelacja. Na bogato! Nie będę Wam tego opisywał aby nie było komuś żal, ale w niejednym hotelu tak Was nie ugoszczą jak tu. Śniadanie na RYSIU to jest inny wymiar. Szwedzki stół się po prostu ugina (może trzeba było kupić niemiecki, to by się nie uginał :D :D :D).
Limit mieliśmy do 5:00, więc możemy minimalnie przespać się na sali gimnastycznej przed śniadaniem. Koło 3h tak aby się zrestartować po dwóch nieprzespanych nocach, tym bardziej że po oficjalnym zakończeniu lecimy na Ślężę. Dawno nie byliśmy na tej górze, naprawdę dawno, a będziemy mieć przecież pół dnia... i to pięknego dnia. Nie ma sensu od razu wracać do Krakowa.
Po RYSIOWEJ uczcie idziemy na oficjalne zakończenie rajdu. Spotykamy się tam z Jarkiem, który niedawno dołączył do ekipy Organizatorów. To był rewelacyjny ruch, bo Jarek przecież od lat jeździ w rajdach (i to jak jeździ!), więc dokładnie wie co działa, a co nie jeśli chodzi o trasy. Od zeszłego roku to On przygotowuje mapy i punkty kontrolne stoją tam gdzie mają stać. Super, że RYSIEK nawiązał współpracę z Jarkiem, bo z naprawdę fajnego rajdu z przygodami, który czasem wtopi nawigacyjnie, zrobił się rewelacyjny rajd z przygodami z bezbłędną mapą!
Oprócz jeziora oczywiście, ale "to długa historia" - to nie mapa, to nie ekipa. Tu wiele rzeczy się wydarzyło, istne combo wątków i jest to "długa historia". No ale takie są najlepsze :D :D :D
Tymczasem trwa losowanie nagród, jak na Tropicielu jest to losowanie wśród wszystkich uczestników. RYSIEK przekracza jednak wszystkie granice. Losowane są TELEWIZORY (i to kilka!), sprzęt AGD, sprzęt turystyczny... oszalałem. I tych nagród jest milion, a że nie wszyscy zostają na zakończenie to nas też trafi los i "wygrywamy" dwie turystyczne torby i BLENDER. No bez kitu! Wracamy z RYSIA z blenderem. Kosmos!
A do tego dostajemy PUCHAR dla najsympatyczniejszej drużyny rajdu - HAHAHAH. Niesamowite. Wręcza nam go Patryk, z którym negocjowaliśmy nasz niestandardowy start. Nie wiem czym sobie zasłużyliśmy na to, ale to było niesamowicie miłe. DZIĘKUJEMY!
Dziękujemy! Nie tylko za Puchar, ale i za "zgody" na nasze dziwne pomysły. Jeszcze chwila rozmów w bazie, pożegnanie i gnamy na Ślężę. No ale to już inna historia... Do zobaczeniu RYSIU. Nadal trochę dziki (i w sumie dobrze!), ale też już nieźle oswojony!
![]() |
| Wielka sława to żart czyli z Pucharem... i z Patrykiem :) |
![]() |
| DLA hahahah czyżbyśmy mieli w sobie jakiś urok :D |
![]() |
| Niesamowita pamiątka z rajdu !!! |



























Komentarze
Prześlij komentarz